CZEŚĆ! JESTEŚMY: FISIA I STEFAN
ZOSTALIŚMY ADOPTOWANI

GATUNEK: Żółwie stepowe
WIELKOŚĆ: Stefan 16 cm, Fisia 20 cm
WAGA: nie podano
MMIEJSCE ODBIORU: Zielona Góra, lubuskie
STAN ADOPCJI: ADOPTOWANI!

ADOPTOWANE

OPIS ŻÓŁWIA

Informacja od Pani Marty:
Pierwsza u mnie pojawiła się Fisia. Prezent urodzinowy od Narzeczonego i Rodziców. Sama po nią jechałam wiele kilometrów do ludzi którzy chcieli ją sprzedać. Nie mam na nią papierów, bo Ci ludzie też ich nie mieli. Kupili ją w sklepie zoologicznym, gdy jeszcze żółwie nie miały papierów. Do momentu gdy nie wyszłam za mąż Fisia niestety trzymana była na podłodze z mojej głupiej niewiedzy. Mądrością też się nie wykazałam gdy ją karmiłam. Zaniedbałam ją. Gdy wyszłam za mąż Fisi zrobiliśmy terrarium i od tej pory już tam zawsze jest. Fisia to typowa arystokratka.

Okazywanie czułości oczywiście, ale na jej warunkach. Na podłożu i głaskanie po szyjce. Uwielbia drapanie po głowie. Strasznie wtedy fuczy i wygina się za ręką aby ją dalej drapać. Uwielbia spacery na świeżym powietrzu i gdy miała wybieg zrobiony u moich rodziców w jedne wakacje dawno temu to nie podejrzewałam ją o taki spryt i siłę w wspinaczce aby tylko sobie pójść w siną dal w las. O mało nam wtedy nie uciekła. Teraz wiem, że nie wolno jej ufać i musi mieć zawsze wyższe ogrodzenie. Podkopy też uwielbia hehe. Taki wcale nie mały uciekinier. Najchętniej to siedziałaby całe lato na dworze. Widać po oczach jaka jest wtedy szczęśliwa. Reaguje bardzo jak do niej podchodzę czy to z jedzeniem czy bez. Jest bardzo towarzyska. Fisia ma ok 20 cm.

Stefan natomiast to inna para kaloszy. Ma ok 16 cm. Jest wyjątkowy pod każdym względem. Śmiem stwierdzić, że nie zachowuje się jak typowy żółw. Jego historia skąd się dokładnie wziął jest dla mnie nieznana. Trafił do mnie na początku małżeństwa jako towarzystwo dla mojej Fisi. Wzięliśmy jej towarzysza bo wydawało mi się, że jest smutna. Z domu z którego ją wzięliśmy miała towarzystwo. Stefana znalazłam w ogłoszeniu w internecie. Młode małżeństwo chciało go oddać jako samicę, bo mieli za dużo zwierząt w domu. Nawet ja wiedziałam, że miał podłe warunki. Trzymany był w szklanym terrarium w trocinach. Nie pamiętam już co mu dawali do jedzenia, ale dziób miał zdeformowany. Bok w skorupie wklęśnięty. Widać że chorował. Był taki paskudny, że prześliczny. Szyję i kończyny wyciągał tak mocno, że od razu go przytuliłam i już został. Samica po którą jechałam okazała się samcem, choć zarzekali się, że jest samicą. Aż sama zwątpiłam w swoją wiedzę jak rozróżnić samca od samicy. Stefan rozwiał nasze wątpliwości od razu. Wtedy nie wiedziałam, że samce są agresywne dla samic. Miałam jedno terrarium. Zaczeły się z nim problemy, bo nie chciał być w terrarium a Fisię mi tak zamęczył, że nie chciała wychodzić ze skorupy. Odseparowaliśmy ich mając w planach terrarium dwupoziomowe. Po roku przeprowadziliśmy się do naszego mieszkania i obydwoje miały także swoje prywatne m4. Fisia jak to kobieta potrafi zmienną być, odwidziało jej się przebywanie w samotności i zaczęła w rogu drapać. Zawsze to robi jak jej coś nie pasuje. Gdy trzeba posprzątać lokum, bo już jej nie pachnie albo pani się ociąga z jedzeniem. Tym razem było inaczej i tak nam dokuczyła, że dałam ją do Stefana na chwilkę z niecnych pobudek aby się trochę uspokoiła i stał się cud. Do tej pory tego nie rozumiem tego fenomenu, ale teraz Fisia i Stefan = WIELKA MIŁOŚĆ. Najpierw Stefan ją ustawił sobie na zasadzie gdzie byłaś znaj swoje miejsce a potem przytulanki. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Fisia wpatrzona w Stefana jak w obrazek. Szyja wyciągnięta, położona na skorupie Stefana i błogość pod lampką. Gdy Stefan idzie na drugi koniec ona posłusznie za nim. Zasypiali w jednym miejscu Fisia zawsze przytulona. Od tamtej pory jest sielanka. Stefan od czasu do czasu „ postęka i popiszczy sobie na niej” a ona to zlewa i jak podchodzę z jedzeniem to potrafi go staranować na skorupę żeby być pierwsza. Nasze terrarium dwupoziomowe w połowie stoi puste. Stefan męczy Fisię w lipcu i w sierpniu jest wtedy natarczywy i agresywny i na ten czas jest odseparowany od niej. Wracając do Stefana, zaraz po zabraniu go od ludzi pojechaliśmy do weterynarza. Dał nam krople z wit. A żeby nacierać skorupę i tyle. Żadnych szczegółów rad. Sama więc zajęłam się jego dziobem. Szukałam w necie informacji ale nic nie było. On miał straszne problemy z jedzeniem. Pamiętam jak dałam mu ogórka zielonego gdy przyjechaliśmy do domu. Tak się biedy rzucił jakby dawno nic nie jadł. Nie twierdzę, że go nie karmili ale jakbym mu nie pomogła to nic by nie zjadł. Od tej pory szaleje za ogórkiem i to jest jego przysmak. Trochę cążkami obcięłam wtedy dziób. Dawałam twarde rzeczy do jedzenia i teraz ma dosyć ładny.

Stefan jest pieszczochem. Jak nie było dzieci i po kąpieli brałam go na ręcznik miał zawsze wyciągnięte wszystkie kończyny razem z szyją. Oglądaliśmy z mężem film a Stefan spał na ręczniku w ekstazie, bo go masowałam po nóżkach i szyi. Tak mu było dobrze. Nawet się nie ruszył. Uwielbiał to. Ja też. Teraz aktualnie moja Stefinka zgrywa się na totalnego agresora, pana swojego terytorium z samicą na pokładzie. Gdy się podchodzi od razu dziób otwarty i straszy. Potrafi ugryźć gdy się włoży rękę i zaatakować, bo to jego królestwo i wara wszystkim od niego. Gdy tylko pana Stefinę się wyciągnie po agresorze nie ma śladu i zostaje Stefina pieszczoch. Jest bardzo towarzyski i najukochańszy, dlatego ktoś kto go weźmie musi być bardzo dobrym człowiekiem. Jak do mnie trafił to oprócz problemu z dziobem miał wklęśnięcie w skorupie, ale Ci ludzie nie wiedzieli dlaczego.

Musieliśmy usunąć kamienie z terrarium, bo Stefan „męczył” kamienie i ranił sobie przez to ogon.

Terrarium które teraz aktualnie mają jest w kiepskim stanie bo ma już trochę lat i było wiele razy przerabiane więc nie wydaje mi się, że komuś może jeszcze posłużyć. Żółwie tylko na noc są zabierane z wybiegu.

ZDJĘCIA

ADOPTOWANE